|
"Poziom zaawansowania
rozwoju usług publicznych wśród krajów Unii wynosi 68%, w tym w
Polsce 35%. Poziom pełnej interaktywności usług publicznych
online kształtuje się na poziomie 40%, w tym w Polsce – 9%"
(za "Strategia kierunkowa rozwoju informatyzacji Polski do roku 2013"
Ministerstwo Nauki i Informatyzacji)
Jeżeli obywatele mają podstawowe trudności z dotarciem do
informacji na stronach internetowych, których potrzebują, by
załatwić swoje codzienne sprawy, to oznacza, że przekaz
oferowany przez administrację publiczną jest nieefektywny i
pozbawiony spójności. Użyteczność musi się stać codziennością
relacji administracji publicznej oraz obywateli. Obie strony
przystępują bowiem do tego dialogu nie z wyboru ale
konieczności.
Ten dialog musi odbywać się sprawnie i skutecznie – coraz
częściej także za pomocą internetu. Ale bez użytecznych witryn
internetowych instytucje publiczne i administracja rządowa nie
mogą skutecznie wywiązywać się ze swoich obowiązków. Jak bowiem
można mówić o realizowaniu misji informacyjnej przez urząd lub
agencję rządową, jeśli jej witryna internetowa jest najeżona
barierami zniechęcającymi obywateli do poszukiwania informacji?
To działa także w odwrotnym kierunku. Obywatele nie mogą
sprawnie dostarczać administracji danych wymaganych przez prawo,
jeśli platforma stworzona do tego celu przez administrację jest
krańcowo trudna w obsłudze.
Dlatego model informacyjny na stronach publicznych powinien
spełniać możliwie najwyższe kryteria użyteczności a także – o
czym nie wolno zapominać - dostępności dla
osób niepełnosprawnych. Powinien, ale nie spełnia. Agendy
rządowe tworząc poszczególne platformy internetowe często nie
uwzględniają projektowania zorientowanego na użytkownika
(obywatela), ignorując przy tym nie tylko kanony użyteczności,
ale często pomijając niemalże gotowe rozwiązania bazujące na
doświadczeniach rządów Unii Europejskiej czy USA.
O braku wizji modelu kształtowania właściwych relacji
opartych przede wszystkim o docelowego odbiorcę można przekonać
się niemalże na każdym korku, próbując znaleźć nieco bardziej
precyzyjne informacje niż adresy ministerstw. Przekonali się o
tym nie tylko pojedynczy użytkownicy, ale i całe grupy zawodowe:
Pracownicy
Kalvai Usability obserwowali zmagania notariuszy z
wprowadzaniem nowego kompleksowego systemu sprawozdań
przesyłanych drogą elektroniczną do Generalnego Inspektora
Informacji Finansowej. Obserwowali kolejne kroki, które musieli
wykonać notariusze, aby zainstalować różne programy, certyfikaty, klucze
dostępu oraz zalogować się na docelowej podstronie Ministerstwa Finansów.
Rekordzista wśród
notariuszy, choć był doświadczonym Internautą oraz na co dzień
użytkował komputer tak w pracy, jak i w domu, wykonał 558
(słownie pięćset pięćdziesiąt osiem) czynności oraz 6 rozmów
telefonicznych z przedstawicielami firm-dostawców zanim udało mu się zrealizować nałożoną na niego
obowiązkową czynność.
Podczas tych analiz zaobserwowano również olbrzymią obawę
związaną z niepewnością przesyłanych danych za pośrednictwem
stron WWW, które w najmniejszy sposób nie przekazywały spójnej
informacji zwrotnej o powodzeniu lub niepowodzeniu wykonanych
czynności, nie wspierając użytkownika w dokonanych wyborach.
Oczywiście można założyć, że to dość specyficzna sytuacja. Ale
wiemy o tym również, że takie podejście przy projektowaniu
systemów i rozwiązaniach dla użytkowników (obywateli), różnych
grup zawodowych jest częste – oraz nie zawsze związane z
Internetem, choć prawie zawsze z użytecznością.
Tak prosta czynność jak zakup leku na receptę może okazać się
całkowicie niewykonalna – jeśli recepta wyda się aptekarzowi...
za szeroka lub za wąska. Narodowy Fundusz Zdrowia na podstawie
m.in. kształtu recepty, której wymiary są sformalizowane
rozporządzeniem ministra zdrowia, ocenia czy druk nie został
sfałszowany. Gdyby uznał, że z receptą jest coś nie tak – za
refundowany lek zapłaciłby w końcu aptekarz. Aptekarze w obawie
przed stratami sprawdzają więc wymiary druków a nawet wnikliwie
oglądają to, jak lekarz napisał poszczególne litery. Niektórzy
pacjenci
spotkali się z sytuacją kiedy receptę odrzucono z powodu
nadmiernego - zdaniem aptekarza odciśnięcia w papierze cyfry 3 w
dacie 31.10 , co mogło skutkować odmową refundacji przez NFZ.
"Problemy z receptami zaczęły się, odkąd lekarze mogą je
drukować przez Internet. Wtedy nie muszą ich odbierać osobiście.
- Powinni tylko starannie czytać instrukcję i regulamin
korzystania z systemu. Ze strony internetowej na jednej kartce
drukują się trzy recepty. Jeśli nie usunie się marginesów, jedna
z nich będzie zbyt wąska"- wyjaśniał przedstawiciel wydziału
gospodarki lekami w mazowieckim NFZ. (Gazeta
Wyborcza)
Dość jednak typowe przypadki notariuszy, czy lekarzy i pacjentów, są
przykładami krańcowego braku użyteczności projektowanych
systemów, stron, aplikacji, instruktaży. Jeżeli pomijane jest
projektowanie zorientowane na użytkownika, nie przeprowadza się
testów sprawdzających, czy projekt został optymalnie dostosowany
do użytkowników - nie można łudzić się, że „jakoś to będzie”.
Mamy prawo oczekiwać użytecznych aplikacji i stron
internetowych. Warto, aby o użytkownikach nie myślano jedynie
raz w roku, podczas zbierania deklaracji podatkowych.
|