Dziś marketing internetowy skupia się na promocji stron w sieci, pozycjonowaniu i mailingach. Zapomina się czasem o czymś znacznie ważniejszym- o przygotowaniu witryny internetowej tak, aby spełniała ona oczekiwania internautów. Usability wielu stron w polskim internecie jest prawie zerowe, strony są pełne animacji, reklam, nieczytelnej treści i odnośników wprowadzających w błąd.
Dziś jednym z najpoważniejszych wyzwań stojących przed testerami są testy użyteczności stron. Potrzeba nie lad wprawy, aby przygotować odpowiedni raport i sprawdzić wszystkie punkty, które mogą decydować o obniżeniu funkcjonalności witryny. Są na tej liście rzeczy oczywiste jak czytelna szata graficzna, odpowiednia ilość treści i przejrzysty układ. Są jednak i mniej oczywiste: hierarchia menu czy rozmieszczenie poszczególnych elementów w określonych partiach strony, a także formaty, grafiki i działania, które mogą zmylić użytkownika.
Często jedyną dobrą rzeczą na całej stronie jest zgłaszanie błędów, ale i ono nie ma sensu, skoro nikt nie zajmuje się wdrożeniem odpowiednich poprawek. Tymczasem testy użyteczności mogłyby na dużo wcześniejszym etapie wychwycić kłopotliwe elementy i wówczas łatwiej byłoby doprowadzić stronę do porządku.
Nierzadko kiepsko w przypadku witryn internetowych wypadają testy wydajnościowe. Tu właśnie mści się bezrefleksyjne wdrażanie sugestii speców od marketingu- ociężałe, flashowe witryny, ciężkie strony statyczne, zamiast elastycznych CMS-ów, masa wielkich grafik i filmy- nikt z nich nie korzysta, ale wyraźnie spowalniają one wczytywanie strony- to akurat błędy, które można wykryć samemu, ale ile jest takich, które wykryje dopiero doświadczony tester? A ile tracą strony internetowe, które nie są właściwie przygotowane?